Zawsze marzyłem żeby
„Zawsze marzyłem, żeby podróżować. Daleko — koniecznie bardzo daleko, do dziwnych miejsc, mało znanych krajów i takich zakątków, które Rzymianie określali na swych niedokładnych mapach jako „ubi leones" — tam, gdzie lwy. Zdaje się, że każdy mniej więcej rozgarnięty młody człowiek doświadcza takich marzeń, w czym nie ma nic dziwnego od podróży poza teren łowiecki własnego plemienia zaczęła się prawdopodobnie cała kultura ludzka, a zwłaszcza jej niezmiernie ważny składnik — potrzeba opowiedzenia innym o tym, co się zobaczyło.
Należę do tych nielicznych, których marzenia się spełniły. Trochę to co prawda trwało — mija właśnie 20 lat, kiedy po raz pierwszy przestawiłem wskazówki własnego zegarka, przekraczając granicę polską ~r ale bilans w mojej starannie prowadzonej „Księdze podróży" wskazuje, że odwiedziłem łącznie 34 kraje, przebywałem w 434 miastach i miasteczkach (w tym w 28 powyżej miliona mieszkańców), a łącznie spędziłem poza Polską prawie 7 lat swego życia. Aż sam nieraz nie chcę wierzyć, że to prawda.
Dużo to czy mało To zależy od punktu widzenia. W pewnym sensie niewiele, bo świat dzisiejszy składa się ze 148 niepodległych państw (przynajmniej w chwili, kiedy to piszę), z czego wynika, że widziałem zaledwie czwartą część tego świata, a o pozostałych trzech czwartych wiem tylko tyle, co przeczytam lub usłyszę. Nie ma się czym tak znów przechwalać. Mam zresztą kolegówpodróżników, którzy zaliczyli już 80 krajów, a jeden z nich, o ile wiem, dociąga właśnie do setki. Skromność byłaby zatem wskazana, szczególnie że nie uważam się za podróżnika. Jestem dziennikarzem, moją specjalnością jest polityka międzynarodowa, jeździłem więc do obcych krajów tylko wtedy, kiedy się tam coś ważnego działo. Właśnie z tego powodu byłem 14 razy w Waszyngtonie, ale ani razu w Nepalu lub w dorzeczu Amazonki.“(11)
<<<< ciszą Muszę zasnąć
| - Nie wolno - wrzasnął - Wracaj >>>>