ciszą Muszę zasnąć
„ciszą. Muszę zasnąć. Muszę nie myśleć, nie słyszeć i nic nie widzieć. W najgorszym cierpieniu człowiek pozostaje zawsze sam.
Odchodzimy wcześnie. Przyrzekam sobie pamiętać tych ludzi, tę chałupinę na skraju wsi, ale zaledwie skręcimy do pobliskiego lasu — już nic o nich nie wiem. Przestali istnieć. Jakiś mężczyzna z rowerem. Dokąd idziecie Nieoczekiwana propozycja „Podwiozę panią do Warszawy". Mam na to wielką ochotę, a jednocześnie wstyd mi, że zostawię starą kobietę. Ona jednak namawia mnie, żebym skorzystała z okazji. Młodość ma swoje przywileje. Do młodości wszystko się uśmiecha. I słońce dla młodego inaczej świeci i ludzie na młodego inaczej patrzą.
— Wobec tego będziemy szły razem. Niech się pani nie martwi, ja też będę stara i nikt mi w niczym nie ulży.
— Jedź dziecko. Masz tu adres na Miodową, powiedz, że wracam. Jedź i nie oglądaj się na mnie.
Korzystam z przywileju młodości. Siadam na ramę. Dojeżdżamy do Węgrowa. Na prawo stosy podużnych koszyków od pocisków artyleryjskich, rozbity polski samolot, obok leżą polskie karabiny i hełmy. Wszędzie sterczą kikuty kominów, szczątki spalenisk. Na głównej uliczce Niemcy na samochodach, na motocyklach, stoją, siedzą, chodzą. Zatrzęsienie Niemców. Nie zatrzymują nas. Przy rozwalonym budynku dymi kuchnia polowa. Rozdają tu posiłek. Długi szereg jeńców. Okrwawione, poszarpane mundury, obandażowane ręce i głowy. Zbliżają się jeden za drugim po niewolniczą zupę. Może znam tutaj kogoś“(10)
<<<< Jest sobota wieczór
| Zawsze marzyłem żeby >>>>