Był to domek należący
„Był to domek należący do kapelana pałacowego, który odprawiając w zamkowej kaplicy, pomimo nieobecności gospodarza, codzienną mszę, jednocześnie utrzymywał niewielki zakład wychowawczy, któremu, dzięki jakimś szczególnym względom, przysługiwały dwa stypendia jedno dla wychowanków liceum w Plessis, drugie — dla kleryków z seminarium w Soissons.
Nie ma potrzeby zaznaczać, że koszty związane z utrzymywaniem obu tych stypendiów ponosiła dynastia orleańska, przy czym fundatorem stypendium przeznaczonego dla seminarzystów był syn regenta, a dla uczniów liceum — ojciec księcia. Uzyskanie jednej lub drugiej zapomogi było celem, do którego dążyli rodzice wychowanków, natomiast dla nich samych stanowiły one powód nie byle jakich utrapień, których źródłem było rozwiązywanie skomplikowanych ćwiczeń, co miało miejsce w czwartek każdego tygodnia.
Pewnego czwartku, a było to w lipcu 1789 roku, gdy dzień był dość pochmurny, zasępiony burzą przeciągającą z zachodu na wschód, owe dwie wspaniałe akacje, o których była mowa, zaczęły już tracić nieco ze swej dziewiczej i wiosennej szaty, a na ziemię spadły pierwsze pożółkłe na letnim skwarze liście. Po dłuższej chwili milczenia, zakłócanego jedynie szelestem rozdygotanych liści i świergotaniem jaskółki, przemykającej tuż nad ziemią w pogoni za muszką, na spiczastej miejskiej wieży krytej czerwoną dachówką rozległo się jedenaście uderzeń zegara.“(5)
<<<< „A jeśli on tylko
| Odebrawszy list synowca >>>>