Nowości
Tym razem płyniemy bez eskorty
„Tym razem płyniemy bez eskorty. Statek jest bardzo szybki, akwen też względnie bezpieczny, często patrolowany przez samoloty alianckie, startujące z Malty.
Piękna, słoneczna pogoda, niewielka fala, wygodne kabiny i doskonała francuska kuchnia. Nie ma angielskich cholernych konserw, pamiętających chyba jeszcze pierwszą wojnę światową. Nastrój wspaniały.
Wyspa Malta. Maleńka, wyżynna, licząca niespełna 250 kilometrów kwadratowych plamka na bezmiarze wód Morza Śródziemnego. W zasięgu wzroku La Valetta, główne miasto i port na wyspie. Wypatrujemy zniszczeń spowodowanych terrorystycznymi nalotami lotnictwa nieprzyjacielskiego. Stoimy na redzie, zbyt jednak daleko od brzegu. Z tej odległości wszystko w promieniach słońca wydaje się nieskazitelnie białe, nie naruszone. W głębi majaczą jakieś górskie garby i skały. Może gdzieś tam właśnie czekają na swojego odkrywcę legendarne skarby rycerskiego Zakonu Kawalerów Maltańskich
Do zakotwiczonego statku podpływa mała barka. Dwóch Maltańczyków zachwala wino. Wciągamy linką na pokład kilka butelek. Okazało się całkiem niezłe.
Teraz skok przez Morze Jońskie i wchodzimy do Zatoki Tarenckiej. Zatrzęsienie statków. Nic dziwnego, tędy przecież dociera główny strumień zaopatrzenia dla wojsk alianckich walczących na linii Gustawa. Jej kluczową pozycję obronną, zamykającą drogę na Rzym, stanowi wzgórze klasztorne Monte Cassino i wyniosły garb Monte Cairo. Od stycznia do marca 1944 roku trzykrotnie atakują alianci, ale bez rezultatu. Po ośmiu dniach ciężkich i krwawych walk pozycję tę zdobędą wreszcie Polacy, lecz nastąpi to dopiero 18 maja.“(1)