- Wejdź Ago - odezwał się
„— Wejdź, Ago — odezwał się wreszcie Bess, jakbym ciągle jeszcze czekał przed drzwiami. — Poprosiłem cię, bo wynikła pewna kwestia... i tak się składa, że nie rozstrzygniemy jej bez twojej zgody. Zastrzegam — dodał, spuszczając powieki — że nie musisz się zgodzić... chodzi o coś bez precedensu...
Nastała cisza. Zapewne sądzili, że skwapliwie oddam się na ich usługi bez względu na to, «zego ode mnie oczekują. Ani mi się śniło. Nie byłem nowicjuszem. Niech mówią. Tym bardziej że najwidoczniej chodzi o coś, co niezbyt łatwo przejdzie im przez gardło. Skoro wszystko zależy od mojej zgody... w dodatku nie muszę się przecież zgodzić. To naprawdę było coś nowego...
— No więc jak, Ago — odezwał się wreszcie z pewnym przymusem Bess.
Milczałem nadal. Minęło jeszcze kilkanaście sekund, po czym łysy grubas poruszył się niecierpliwie w fotelu.
— On pewnie chtiałby wiedzieć, o co chodzi... — wyraził osobliwie słuszne przypuszczenie. Obdarzył mnie przy tym spojrzeniem, w którym przy dobrej woli mógłbym wyczytać maskowaną ojcowską życzliwość.
Bess skrzywił się. Odwrócił głowę i spojrzał przez ramię na Weytha, jakby oczekując od niego interwencji, po czym wrócił do poprzedniej pozycji i postukał palcami o powierzchnię pulpitu.“(7)